Koncepcja Zoltana Kodály jest ze mną od dawna. Po raz pierwszy spotkałam się z tym podejściem jeszcze na studiach, ale wtedy było to dość powierzchowne spotkanie. Po prostu jedno z wielu kierunków i nazwisk, które pojawiały się w edukacji muzycznej.
Dopiero później, już w Irlandii, kiedy moje dzieci zaczęły interesować się muzyką, wróciłam do tego tematu bardziej świadomie. Zaczęłam sama zgłębiać Kodály przez książki, artykuły, dostępne materiały i krótkie szkolenia online. Czytałam, notowałam, próbowałam rozumieć jego założenia i szukałam sposobów, jak przekładać je na praktykę muzyczną – najpierw bardzo domowo, z dziećmi, a potem coraz szerzej.
Kilka lat temu napisałam też na Cup Of Music dwa teksty o Zoltánie Kodály i o tym, co wtedy nazywałam metodą Kodály. Zostawiam linki do nich na dole tego artykuły.
Użyłam wtedy określenia „metoda”, bo jest ono najbardziej rozpoznawalne i najczęściej spotykane. Dziś jednak coraz bardziej czuję, że nie oddaje ono w pełni tego, czym jest Kodály. To nie jest zamknięty zestaw ćwiczeń ani gotowy scenariusz zajęć, który można po prostu odtworzyć krok po kroku.
Bliżej mi dziś do myślenia o Kodály jako o podejściu, koncepcji, a może nawet filozofii edukacji muzycznej opartej na przekonaniu, że muzyka należy do każdego człowieka, że głos jest pierwszym instrumentem, a uczenie się muzyki powinno wyrastać z doświadczenia, słuchania, śpiewu, rytmu, ruchu i stopniowego oswajania języka muzycznego.
W starszych tekstach pisałam o Kodály bardziej od strony edukacyjno-muzycznej: kim był, co było ważne w jego myśleniu o muzyce i jakie elementy pojawiają się w pracy tym podejściem – śpiew, rytm, słuch, ruch, improwizacja, zapis muzyczny czy rozwijanie pamięci muzycznej.
Potem na długo zostawiłam ten temat, kiedy dzieci zrezygnowały z gry na instrumentach i miały dobrą edukację muzyczną w szkole. Sama zaczęłam rozwijać się w kierunku psychoterapii.
Obecnie od ponad roku młodsze dzieci wróciły do muzykowania i wtedy ja postanowiłam wrócić do tego co nazywam teraz koncepcją Kodály.
Udało mi się wrócić nie tylko przez książki, nie tylko przez przygotowanie prostych zajęć dla dzieci, ale przez własne doświadczenie bycia w procesie uczenia się.
Stacjonarne spotkanie z Kodály

W tym roku po raz pierwszy wzięłam udział w intensywnym stacjonarnym kursie związanym z podejściem Kodály. I to było dla mnie coś innego niż samodzielne czytanie czy uczenie się z materiałów.
Bo kiedy jesteśmy na sali z innymi ludźmi, dzieje się coś, czego nie da się w pełni przeżyć z książki.
Jest głos, rytm, doświadczenie własnego ciała, kontakt z grupą, słuchanie siebie i innych.
Jest miejsce na pomyłki, śmiech, napięcie, koncentrację i radość odkrywania.
Można wiedzieć, że koncepcja Kodály opiera się na śpiewie, rytmie, słuchu i stopniowym rozwijaniu muzycznych umiejętności. Ale czymś innym jest o tym czytać, a czymś innym wejść w to własnym ciałem.
Zaśpiewać. Powtórzyć. Pomylić się (!). Usłyszeć innych. Zauważyć, co dzieje się w sobie.
Poczuć, jak muzyka organizuje uwagę, ciało i relację z grupą.
Muzyka zaczyna się od doświadczenia
To, co jest mi w Kodály szczególnie bliskie, to przekonanie, że muzyka nie musi zaczynać się od teorii.
Może zaczynać się od doświadczenia.
Od głosu.
Od rytmu.
Od ruchu.
Od słuchania.
Od prostych melodii.
Od zabawy.
Od powtarzania.
Od stopniowego oswajania tego, co na początku może wydawać się trudne.
W takim podejściu człowiek nie jest od razu wrzucony w świat nut, definicji i poprawnych odpowiedzi. Najpierw może doświadczyć muzyki.
Poczuć ją w ciele. Usłyszeć ją w sobie. Zobaczyć, że może być częścią relacji, zabawy i wspólnego działania. Dopiero potem przychodzi porządkowanie, nazywanie, zapis, teoria. To jest bardzo ludzkie.
Być znowu uczennicą
W tym doświadczeniu ważne było dla mnie także coś jeszcze: powrót do roli uczennicy.
Kiedy na co dzień prowadzimy zajęcia, uczymy innych albo tworzymy przestrzeń dla rozwoju, łatwo zapomnieć, jak to jest samemu być w miejscu uczenia się.
A przecież uczenie się wymaga odwagi. Zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy dorośli.
Trzeba zgodzić się na to, że czegoś nie wiem.
Że mogę się pomylić.
Że nie od razu zrozumiem.
Że moje ciało może się spiąć.
Że pojawi się głos w głowie: „powinnam już to umieć”.
I właśnie wtedy muzyka może stać się czymś więcej niż nauką dźwięków.
Może pokazać, jak reaguję na nowe doświadczenie.
Jak znoszę pomyłkę.
Czy potrafię wrócić do zabawy.
Czy pozwalam sobie słuchać, próbować i być w procesie.
Kodály, ciało i relacja
Kodály przypomina mi, że muzyka jest głęboko cielesna i relacyjna. Nie dzieje się tylko w głowie. Dzieje się w oddechu, głosie, ruchu, rytmie, uważności, koordynacji, pamięci i kontakcie z innymi.
Kiedy śpiewamy razem, musimy słuchać nie tylko siebie. Słuchamy też grupy. Dopasowujemy się, odpowiadamy, czekamy, wchodzimy w dialog. Kiedy klaszczemy rytm albo poruszamy się do muzyki, ciało zaczyna rozumieć coś, czego czasem sama głowa jeszcze nie potrafi uchwycić.
To jest dla mnie bardzo spójne z tym, jak myślę dziś o rozwoju człowieka.
Nie tylko przez analizę.
Nie tylko przez słowa.
Nie tylko przez „wiedzenie”.
Ale także przez doświadczenie, ciało, relację i powtarzalny, bezpieczny proces.
Co zabieram z tego doświadczenia?
Zabieram przypomnienie, że muzyka może być prosta i głęboka jednocześnie.
Że głos jest pierwszym instrumentem.
Że rytm porządkuje.
Że ciało pomaga rozumieć.
Że grupa niesie.
Że powtarzanie nie musi być nudne, a może budować poczucie bezpieczeństwa.
Że zabawa nie jest przeciwieństwem nauki, ale często jej najlepszą drogą.
I że nawet jeśli znamy coś od lat, możemy spotkać to na nowo, kiedy pozwolimy sobie wejść w doświadczenie.
Dlaczego piszę o tym na KaTherapy?
Bo KaTherapy jest dla mnie miejscem, w którym spotykają się różne ścieżki: psychoterapia, psychoedukacja, rozwój, ciało, emocje, relacje i muzyka. Kodály należy do tej muzycznej części, ale coraz mocniej widzę, że nie jest oddzielony od reszty.
Muzyka może wspierać uwagę, pamięć, koncentrację, ekspresję, oddech, kontakt z ciałem, poczucie rytmu, zabawę i relację.
Nie chodzi tylko o to, że „muzyka dobrze działa na nastrój”. Kiedy śpiewamy, gramy, klaszczemy rytm albo poruszamy się do muzyki, uruchamiamy jednocześnie wiele obszarów mózgu i ciała: słuch, ruch, pamięć, emocje, uwagę, koordynację i przewidywanie tego, co za chwilę się wydarzy.
Badania nad muzyką i mózgiem pokazują, że muzyka angażuje rozległe sieci neuronalne związane między innymi z przetwarzaniem sensoryczno-ruchowym, pamięcią, emocjami i funkcjami poznawczymi. Nie jest więc tylko „dodatkiem” do rozwoju – może być doświadczeniem, które łączy słuchanie, działanie, czucie i relację.
Kiedy dziecko albo dorosły śpiewa prostą melodię, powtarza rytm, słucha grupy, czeka na swoją kolej albo próbuje zapamiętać sekwencję dźwięków, ćwiczy nie tylko muzykę. Ćwiczy też uwagę, cierpliwość, pamięć roboczą, koordynację, regulację napięcia i odwagę do próbowania.
Właśnie dlatego muzyka może być przestrzenią uczenia się bez presji.
Może być zaproszeniem do próbowania, pomyłek, powtarzania i stopniowego budowania poczucia: „mogę się uczyć”, „mogę słyszeć”, „mogę próbować”, „mogę być w procesie”.
Chcesz doświadczyć tego w praktyce?
Jeśli ten tekst porusza coś w Tobie i chcesz doświadczać muzyki przez głos, ciało, rytm, ruch i zabawę -zapraszam Cię do spotkań indywidualnych lub grupowych.
Pracuję online oraz stacjonarnie w okolicach Dublin 13 w ramach dostępnych miejsc i terminów.
Więcej o tym, jak wyglądają takie spotkania i co mogą wspierać, przeczytasz tutaj:
Zajęcia muzyczno – rozwojowe
Linki do moich starszych artykułów:
Zoltán Kodály:
https://www.cupofmusic.net/?p=340
Metoda Zoltána Kodály:
https://www.cupofmusic.net/?p=352
